Wycieczka w Bieszczady

Bieszczadzkie wędrówki

Kolejna kilkudniowa wycieczka szkolna już za nami. Tym razem gimnazjaliści z kilkorgiem uczniów ze szkoły podstawowej oraz opiekunkami wybrali się w Bieszczady, by poznać urocze zakątki, zobaczyć ciekawe miejsca, sprawdzić swoje siły i hart ducha oraz miło spędzić czas.

 

Bieszczady powitały nas piękną pogodą i cudownymi widokami, co w pełni rekompensowało długą i uciążliwą podróż. I to też pewnie spowodowało, że po kilkugodzinnej jeździe autokarem siły powróciły, humor nadal dopisywał, a wędrówki po pokojach (zwłaszcza w godzinach nocnych) nie ustawały.

Podczas bieszczadzkiej eskapady obejrzeliśmy kilka bardzo ciekawych miejsc. Najpierw skansen Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku – jeden z największych i najciekawszych w tej części Europy, potem cerkwie w Smolniku i Równi, Ogród Botaniczny i Centrum Ekumeniczne w Myczkowcach, solińska zapora wodna, rejs po Jeziorze Solińskim, zamek i park w Krasiczynie – to tylko niektóre atrakcje. Oczywiście perełką wyjazdu w Bieszczady były piesze wędrówki. Zdobyliśmy Tarnicę (1346 m n.p.m.), weszliśmy na Małą Rawkę (1272 m n.p.m.) i Wielką Rawkę (1307m n.p.m.), nie zabrakło nas na styku trzech granic, czyli na Krzemieńcu (1221 m n.p.m.), wędrowaliśmy przełęczami, grzbietami, lasami, po kamieniach, błotach i zboczach. Zwykle słońce nam przyświecało, czasami pokropił deszcz, niekiedy powiało, a nawet zagrzmiało. Ale byliśmy przygotowani na wszystko. Pomimo że bolały nogi, słońce przypiekało, brakowało tchu, a organizm kusił: zatrzymaj się i nie idź dalej, szliśmy, bo dla prawdziwego piechura nie ma rzeczy niemożliwych. Na pewno wśród nas znaleźli się tacy, którzy złapali bakcyla wędrowania i niejednokrotnie jeszcze w góry przyjadą. Będą też tacy, dla których Bieszczady okazały się zbyt dużym wyzwaniem, ale wszyscy mogą być dumni, że weszli, pokonali własne słabości, wykazali hart ducha. Wspomnienia, jakie pozostaną, na pewno będą niezapomniane. I choćby dla nich warto było przyjechać w Bieszczady.

Każda wycieczka oprócz zwiedzania, wędrowania czy kontemplowania dzieł sztuki czy natury ma swoje dodatkowe walory, których zasmakować mogą tylko uczestnicy wyjazdu. Podczas wyprawy w Bieszczady było ich wiele, np. akcja z chlebem i finałowym zdaniem: Bierzcie i jedźcie z tego wszyscy, absolutna cisza podczas obiadu w restauracji w Krasiczynie czy gorąca czekolada – niekoniecznie wypita. Osobiście dziękuję wszystkim razem i każdemu z osobna za skutki i konsekwencje hasła: zimna woda.

Cóż dodać, grupa była przesympatyczna, jedzenie smaczne, pogoda wspaniała, góry cudne. Trochę żal, że pięć dni minęło tak szybko. Jedyna pociecha w tym, że można wrócić w Bieszczady, a za rok wybrać się na wycieczkę …, ale o tym za rok.